homoEDUpl's channel
httpwwwhomoseksualizmedupl fan page

publicystyka

terapia homoseksualizmu

Coraz głośniejsza jest w Polsce dyskusja na temat postulatów środowisk gejów i lesbijek, problemu tolerancji wobec mniejszości i jej granic, czy praw i przywilejów dla ludzi o orientacji homoseksualnej.

Konflikt między tą mniejszością a resztą społeczeństwa wynika z faktu, że korzystając z praw jakie dało im to społeczeństwo, nie akceptuje ona norm w nim obowiązujących i różnymi metodami stara się te normy zmienić, co w konsekwencji ma doprowadzić do zmian cywilizacyjnych. Geje i lesbijki zarzucają Polakom nietolerancję i dyskryminację, za jednego z głównych wrogów uważają Kościół katolicki, bowiem stoi on na straży obowiązujących norm.

Świat według gejów i lesbijek

Geje i lesbijki są definiowane jako osoby, które akceptują swój popęd homoseksualny i dążą do jego zaspokojenia z osobami tej samej płci. W Polsce w ostatnich latach zorganizowali się w różnego rodzaju stowarzyszeniach, np. Stowarzyszenie Lambda czy Kampania Przeciw Homofobii i stanowią coraz głośniejsze lobby, starające się wpływać na opinię publiczną i dążące do zmian postaw społecznych i prawa. Uważają się za reprezentantów wszystkich osób o skłonnościach homoseksualnych w Polsce, mimo, że stanowią tylko ich część i nikt im takiego prawa nie dawał.

Według nich stosunki homoseksualne, a także związki jednopłciowe są zjawiskiem normalnym, orientacja homoseksualna jest uwarunkowana biologicznie i dlatego osoba o takich skłonnościach jest zdeterminowana w swoich zachowaniach i nie może ich zmienić na heteroseksualne. Uważają też, że w Polsce osoby o orientacji homoseksualnej są dyskryminowane, ponieważ nie mogą zawierać związków jednopłciowych, które miałyby takie same prawa jak małżeństwa. Ponadto twierdzą, że nasze społeczeństwo, które w zdecydowanej większości nie akceptuje zachowań homoseksualnych, jest wobec nich nietolerancyjne i ich dyskryminuje.

Stąd strategia postępowania gejów i lesbijek polega na stopniowym zmienianiu postaw społeczeństwa wobec ich zachowań seksualnych, a po zwiększeniu stopnia akceptacji na wysuwaniu nowych, dalej idących żądań. Na przykład, obecnie nie formułują publicznie postulatu prawa do adopcji dzieci przez partnerów jednopłciowych, czy uznania takich zawiązków za małżeństwa, ale nie dlatego że do tego nie dążą, tylko dlatego, że, jak twierdzą, społeczeństwo jest jeszcze nie gotowe, aby takie postulaty zaakceptować. W ich opinii głównym źródłem niechęci wobec gejów i lesbijek jest Kościół katolicki, który oskarżają o homofobię.

- Naszym głównym celem jest równouprawnienie - mówi KAI Robert Biedroń, przewodniczący Kampanii Przeciw Homofobii - Ma się ono przejawiać w respektowaniu naszych praw zagwarantowanych w Konstytucji, która zakazuje dyskryminacji z jakiegokolwiek powodu, w tym z powodu orientacji seksualnej. W związku z tym chcielibyśmy na przykład, aby osoby o orientacji homoseksualnej mogły zawierać związki partnerskie, które według mnie są pierwszym krokiem do równouprawnienia. Obecnie nie chcemy prawa do adopcji dzieci i prawa do zawierania małżeństw homoseksualnych z bardzo prostego powodu, twierdzimy, że polskie społeczeństwo jest nieprzygotowane do przyjęcia takich uregulowań. Choć ja osobiście, podkreślam osobiście, uważam, że homoseksualiści powinni mieć prawo do adopcji dzieci. W chwili obecnej adopcja dziecka przez parę homoseksualną wiązałaby się z olbrzymimi szykanami ze strony społeczeństwa, które ciągle nie ma obiektywnej wiedzy na ten temat.

Czy stosunki homoseksualne są normalne?

Jednym z głównych celów kampanii prowadzonej w Polsce przez środowiska gejowskie jest przekonanie społeczeństwa, że ich orientacja seksualna jest normalna. Robert Biedroń mówi: - Każdy związek dwóch dorosłych osób jest związkiem normalnym. Jeżeli dwie dorosłe osoby, świadome pełni swojego jestestwa, kochają się, czy pozostają w związku, to uważam, że jest to związek normalny.

Inny lider ruchu gejowskiego Szymon Niemiec stwierdza w rozmowie z KAI: - Związek jednopłciowy jest związkiem normalnym, niczym nie różni się od związku heteroseksualnego. Oczywiście taki związek nie ma zdolności prokreacyjnych, ale przecież jest wiele związków heteroseksualnych, które z różnych powodów nie mają dzieci.

Tymczasem socjolog z Uniwersytetu Warszawskiego dr Krzysztof Koseła zwraca uwagę, że aby jakieś zachowanie zostało uznane w społeczeństwie za normę musi spełniać trzy kryteria: być powszechne, naturalne i akceptowane społecznie, a więc zgodne z uznawanymi wartościami. Jak podkreśla, stosunki homoseksualne żadnego z tych kryteriów nie spełniają.

Środowiska gejowskie próbują przekonać społeczeństwo, że osoby homoseksualne stanowią od 5 do 12 proc. polskiego społeczeństwa, co oznaczałoby, że jest ich w naszym kraju od 2 do 4 mln. Takie dane można znaleźć w ulotkach Stowarzyszenia Lambda czy na gejowskich stronach internetowych. Szymon Niemiec twierdził, że jest ich nawet od 7 do 12 proc.

Tymczasem wszystkie badania przeprowadzone przez naukowców w różnych krajach świata szacują liczbę osób o orientacji homoseksualnej na 2 do 3 proc. Takie wyniki uzyskali znani badacze seksualności człowieka w USA, William Masters i Virgina Johnson. Podobne dane przynoszą polskie badania.

Znany ze wspierania środowisk gejowskich, prof. Zbigniew Lew Starowicz powiedział KAI, że osoby o orientacji homoseksualnej stanowią w Polsce 2-3 proc. Dane uzyskał w wyniku badań, które przeprowadzał na reprezentatywnej próbie Polaków w 2002 r. Zwrócił przy tym uwagę, że grupa ta jest wewnętrznie zróżnicowana, są w niej nie tylko osoby aktywne homoseksualnie, ale także biseksualiści, czy osoby pragnące zmienić orientację na heteroseksualną.

Homoseksualność nie spełnia również trzeciego kryterium, którym jest akceptacja społeczna. Z badań Centrum Badania Opinii Społecznej przeprowadzonych w 2001 r. wynika, że 88 proc. Polaków uważa, iż homoseksualizm jest odstępstwem od normy, 69 proc. jest przeciwko uznaniu związków homoseksualnych za małżeństwo, a 84 proc. nie zgadza się na adopcję dzieci przez takie związki.

Środowiska gejowskie zdają sobie sprawę, że spełnienie dwóch pierwszych kryteriów normy - powszechności i naturalności jest praktycznie niemożliwe, dlatego skupiają się na zmianie stopnia akceptacji społecznej, a więc zmianie nastawienia Polaków. Szymon Niemiec mówi wprost: - Norma społeczna nie jest dana raz na zawsze, to pojęcie względne, normy zmieniają się w miarę edukacji społecznej, ulegają modyfikacją. Dlatego jednym z naszych celów jest edukacja społeczeństwa, której celem jest zmiana nastawienia wobec osób homoseksualnych.

Gejowska edukacja społeczeństwa

Zmianie nastawienia Polaków wobec gejów i lesbijek służą takie akcje podejmowane przez to środowisko jak kampania przeciwko homofobii, parady równości, czy próby zmiany programów i podręczników szkolnych w taki sposób, aby ukazywały zachowania homoseksualne czy związki jednopłciowe jako równorzędne z heteroseksualnymi.

W ostatnim czasie wiele emocji wzbudziły parady równości. Jednak wbrew temu co twierdzą ich organizatorzy, protesty przeciwko marszom gejów i lesbijek na ulicach polskich miast nie wynikają z nietolerancji Polaków, lecz są wyrazem odrzucenia publicznego sposobu propagowania swojej orientacji seksualnej. - Publiczne epatowanie swoją seksualnością jest obce naszej kulturze. W Polsce życie płciowe należy do sfery intymnej i nie jest przyjęte, aby się z nim obnosić publicznie - tłumaczy niechęć Polaków wobec parad równości rzecznik praw obywatelskich prof. Andrzej Zoll.

Redaktor naczelny "Frondy" i autor filmu o wychodzeniu z homoseksualizmu Grzegorz Górny uważa, że organizatorzy parad celowo chcą sprowokować Polaków. W działaniach środowiska gejowskiego wobec społeczeństwa dostrzega on starannie zaplanowaną strategię.

Chodzi o to, aby sprowokować Polaków do wyrażenia niechęci, protestu, a najlepiej zachowań agresywnych wobec uczestników parad. Wówczas poprzez media pójdzie w świat przekaz, że nasze społeczeństwo jest nietolerancyjne wobec mniejszości seksualnych. Przekaz taki, nagłaśniany przez dłuższy czas, ma wzbudzić w naszym społeczeństwie poczucie winy wobec osób homoseksualnych. W efekcie będą one postrzegane jako ofiary, a ofiary wzbudzają większa akceptację społeczną niż ich prześladowcy, zaś w społeczeństwie, które będzie miało poczucie winy wobec osób homoseksualnych łatwiej będzie uzyskać dla nich różnego rodzaju przywileje, jak np. prawo do legalizacji związków jednopłciowych - tłumaczy strategię postępowania gejów red. Górny.

Dlatego na przykład działania Młodzieży Wszechpolskiej czy młodzieży z Ligi Polskich Rodzin atakujące uczestników parad tak naprawdę służą realizacji celów gejów i lesbijek.

Psycholog i psychoterapeuta ks. Mieczysław Kożuch SJ, zajmujący się pomocą ludziom, którzy chcą zmienić orientację homoseksualną, zauważa, że w demokratycznym społeczeństwie tego rodzaju demonstracje wydają się być nieuniknione. Jednak nie powinny one prowadzić do stawiania Polaków "pod ścianą nietolerancji". Wprost przeciwnie, powinny być okazją do dyskusji i uświadamiania społeczeństwu na czym polega problem homoseksualności, jakie są granice tolerancji, których ta mniejszość nie powinna przekraczać.

Być może manifestowanie swej seksualności na ulicy jest właśnie tą granicą. Trzeba jednak o tym spokojnie mówić, używać racjonalnej argumentacji i demokratycznych metod, a nie siły, której stosowanie jest złamaniem godności człowieka i stawia społeczeństwo na straconej pozycji. Na pewno ważkim argumentem przeciwko publicznym manifestacjom seksualności jest dobro dzieci i młodzieży. Ks. Kożuch, zwraca uwagę, że tego typu parady są bardzo niebezpieczne szczególnie właśnie dla młodzieży, propagują bowiem pewien styl życia, powodując u młodych "wiele wewnętrznego zamieszania".

Problem polega jednak na tym, że w zamierzeniach organizatorów parad chodzi właśnie o zmianę "heteroseksualnej" młodzieży. Stąd środowiska gejowskie dążą do wprowadzenia do szkół podręczników, w których orientacja homoseksualna będzie przedstawiana na równi z heteroseksualną.

Jeden z głównych ideologów ruchu gejowskiego w Polsce dr Jacek Kochanowski w artykule pt. "Homofobia czy heteronormatywność?", który można znaleźć na gejowskiej stronie internetowej, pisze: "powinniśmy przede wszystkim walczyć (...) z dominującym w naszej kulturze przekonaniem, że tylko heteroseksualizm jest zdrowym i pożądanym zachowaniem seksualnym, jest ?normą?. (...) Walka ta oznacza przede wszystkim żądanie nowoczesnej edukacji seksualnej w szkołach: tylko bowiem tłumaczenie młodym ludziom, że ludzka seksualność wyraża się na wiele sposobów, m.in. także pociągiem seksualnym wobec osób tej samej płci, pozwoli przeciwstawić się przesądom".

W sukurs ich dążeniom idzie biuro pełnomocnika rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn na czele z kierującą tym biurem do niedawna min. Izabelą Jarugą-Nowacką, która jest gorącą orędowniczką postulatów środowisk gejowskich. W powstałym w jej biurze "Krajowym programie działań na rzecz kobiet" ostrej krytyce zostały poddane podręczniki szkolne "zawierające tradycyjną wizję kobiety i mężczyzny, obciążoną stereotypami płci. W podręcznikach szkolnych przekazuje się konserwatywne wzory kulturowe. Obraz podręcznikowej rodziny to obraz tradycyjny, daleki od modelu partnerskiego" - czytamy w dokumencie, który rząd Leszka Millera przyjął do realizacji w 2003 r. i który właśnie jest wdrażany w życie.

Warto też zwrócić uwagę, że środowiska gejowskie w Polsce mają poparcie części partii politycznych, głównie lewicowych: Unii Pracy, Sojuszu Lewicy Demokratycznej, czy powstałej ostatnio Partii Zielonych. Robert Biedroń startował w wyborach samorządowych w Warszawie z list SLD. O ile jednak Unia Pracy niewątpliwie popiera ich postulaty z powodów ideowych, o tyle SLD traktuje to poparcie raczej instrumentalnie, np. wyraźnie wzrasta ono w okresie spadku notowań tego ugrupowania czy przed wyborami. O prawdziwym stosunku SLD do osób homoseksualnych może świadczyć wypowiedź posłanki Sojuszu Anity Błochowiak, która w czasie obrad komisji śledczej stwierdziła, że czerwone skarpetki noszą "pedały".

Czy polskie społeczeństwo jest nietolerancyjne?

W maju 2004 w Warszawie odbyła się konferencja prasowa podczas której zaprezentowany został "Raport o dyskryminacji i nietolerancji ze względu na orientację seksualną w Polsce w 2002 r.". Autorzy opracowania - Stowarzyszenie Lambda Warszawa i Kampania Przeciw Homofobii, starali się w nim udowodnić jak bardzo nietolerancyjne jest polskie społeczeństwo. Problem polega na tym, że badanie będące podstawą raportu nie zostało przeprowadzone na reprezentatywnej próbie osób o orientacji homoseksualnej, nie została również zachowana zasada ankietowania próby losowej, do czego zresztą przyznają się autorzy we wstępie.

425 ankiet rozprowadzono w miejscach spotkań osób homoseksualnych, biseksualnych i transseksualnych, takich jak kluby czy dyskoteki, bądź w siedzibach organizacji gejów i lesbijek. Jak zauważa dr Koseła na podstawie tak przeprowadzonego badania nie można formułować wniosków co do całej populacji homoseksualnej w Polsce. Tymczasem autorzy raportu wysuwają z tak uzyskanych danych wnioski dotyczące nie tylko wszystkich osób o orientacji homoseksualnej, ale także wszystkich Polaków.

Z raportu dowiadujemy się na przykład, że 12,2 proc. ankietowanych doświadczyło przemocy fizycznej z powodu swojej orientacji seksualnej, co według jego autorów jest najbardziej jaskrawym przejawem dyskryminacji w społeczeństwie. Tymczasem dr Koseła zwraca uwagę, że badanie nt. przemocy wśród młodzieży ze szkół ponadpodstawowych z 2003 r. pokazuje, że 15 proc. młodszych uczniów doświadcza fizycznego znęcania się ze strony swoich starszych kolegów.
Wynika z tego, że przemoc wobec homoseksualistów nie jest częstszym zjawiskiem niż wobec innych grup. - Jeśli z grupy żyjącej we wspólnocie gejowskiej 12 proc. mówi, że była obiektem przemocy, to wśród zwykłych przechodniów na ulicy odsetek ten będzie taki sam lub większy. Nie są więc bardziej poddawani przemocy niż inni obywatele - komentuje dr Koseła.
.

Prof. Zoll poinformował KAI, że odkąd w 2000 r. został rzecznikiem praw obywatelskich do jego biura nie wpłynęła ani jedna skarga, że czyjeś prawa zostały złamane z powodów jego preferencji seksualnych. - Żaden obywatel w Polsce nie poskarżył mi się, że np. nie został przyjęty do pracy z powodu homoseksualizmu, nikt też nie został wyrzucony z mieszkania z powodu tego, że zamieszkał w nim z osobą tej samej płci. Gdyby tak się stało na pewno bym interweniował. Ci ludzie mają prawo do układania swojego prywatnego życia tak jak chcą. Ale takie skargi do mnie nie dochodzą - mówi.

Zdaniem rzecznika, polskie prawo w żaden sposób nie dyskryminuje osób ze względu na orientację seksualną, również w praktyce nie spotkał się z jakimiś szczególnymi przypadkami dyskryminacji.

Marek Zieliński, który przeszedł terapię zmiany orientacji z homoseksualnej na heteroseksualną, podkreślił w rozmowie z KAI, że w swoim życiu nie spotkał się z nietolerancją czy odrzuceniem z powodu swoich skłonności. Zwrócił jednak uwagę, że wynika to przede wszystkim z faktu, iż nie afiszuje się ze swoją seksualnością. O jego skłonnościach homoseksualnych wiedzą tylko najbliżsi przyjaciele. Dlatego parady równości uważa za zły pomysł. - One służą rozbudzaniu nietolerancji, ludzi drażni inność, takie są mechanizmy społeczne. Jeśli geje i lesbijki chcą ze sobą współżyć to nikt im tego nie zabrania, mogą to robić, ale po co tym epatować - mówi. Dlatego też zgodził się rozmawiać z KAI, ale pod zmienionym nazwiskiem.

Uznanie związków homoseksualnych: prawo czy przywilej?

prof. Zoll Zrodzenie potomstwa i wychowanie następnego pokolenia jest wartością niezależną od światopoglądu. Wartością mającą podstawowe znaczenie dla istnienia narodu. Z punktu widzenia interesu społecznego wkład do dobra wspólnego pary homoseksualnej jest żaden.

Według środowisk gejowskich jednym z przejawów nietolerancji i dyskryminacji osób homoseksualnych w Polsce jest brak prawnego uznanie związków jednopłciowych. Powołują się tu na art. 32 naszej Konstytucji, który stwierdza: "Nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny".

Wychodząc naprzeciw ich postulatom senator SLD prof. Maria Szyszkowska przygotowała projekt ustawy o rejestrowanych związkach partnerskich, który złożyła w Senacie w grudniu 2003 r., a obecnie trwają nad nim prace w senackich komisjach. W ustawie nie pada nazwa małżeństwo na określenie związku homoseksualnego, ponieważ byłoby to sprzeczne z polską Konstytucją, która w art. 18. stwierdza: "Małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny, rodzina, macierzyństwo i rodzicielstwo znajdują się pod ochroną i opieką Rzeczypospolitej Polskiej".

Niemniej autorzy ustawy nie ukrywają w uzasadnieniu, że celem proponowanych regulacji prawnych jest umożliwienie zawierania osobom o orientacji homoseksualnej związków zbliżonych pod względem skutków prawnych do małżeństwa, np. dziedziczenia, wspólnego opodatkowania czy emerytury po zmarłym partnerze.

Rzecznik praw obywatelskich prof. Andrzej Zoll jest zdecydowanym przeciwnikiem przyznania parom homoseksualnym takich samych praw jak małżeństwom. Podkreśla, że autorzy ustawy oczekują dla par homoseksualnych nie realizacji ich praw, lecz szczególnych przywilejów. - Zasadnicza różnica między związkiem osób heteroseksualnych a związkiem osób homoseksualnych wiąże się z konsekwencjami społecznymi. Związek kobiety i mężczyzny, oprócz związku emocjonalnego dwóch osób, spełnia wyjątkową funkcję społeczną jaką jest prokreacja, która zabezpiecza ciągłość pokoleń, czy przekaz kulturowy na następne pokolenia. Jest to też naturalne miejsce, w którym wychowują się następne pokolenia. Stąd w interesie społecznym taki związek powinien być trwały i mieć cały szereg przywilejów - podkreśla prof. Zoll.

Dlatego przywileje, które ma małżeństwo w zakresie prawa spadkowego, podatkowego, czy szeregu innych rozwiązań, są uzasadnione szczególną rolą jaką małżeństwo ma do wykonania w społeczeństwie. Tymczasem związek pary homoseksualnej, choć oczywiście pod względem emocjonalnym może być zbliżony do heteroseksualnego, jednak nigdy nie będzie spełniał tej roli społecznej jaka jest związana z małżeństwem. Nie można więc mówić o dyskryminacji pary homoseksualnej. Argumentacja podnoszona przez środowiska homoseksualne, że mamy do czynienia z dyskryminacją jeśli nie zezwalamy na zrównanie w skutkach prawnych związków homoseksualnych z małżeństwem, jest więc nieuzasadniona. Różne traktowanie różnych podmiotów nie jest wcale dyskryminacją - dodaje prof. Zoll.

W uzasadnieniu ustawy jej autorzy piszą także, że uznawanie małżeństwa tylko za związek kobiety i mężczyzny jest przejawem podporządkowania koncepcji małżeństwa normom prawa kanonicznego. Tymczasem prof. Zoll zauważa, że używa argumentacji społecznej, a nie światopoglądowej: - Zrodzenie potomstwa i wychowanie następnego pokolenia jest wartością niezależną od światopoglądu. Wartością mającą podstawowe znaczenie dla istnienia narodu. Z punktu widzenia interesu społecznego wkład do dobra wspólnego pary homoseksualnej jest żaden. Społeczeństwo za pomocą pewnych elementów prawnych powinno wspierać małżeństwo, natomiast nie ma żadnego interesu w tym, aby swoimi podatkami wspierać parę homoseksualną.

Przyznanie związkom jednopłciowym takich samych praw jak małżeństwu może mieć bardzo poważne konsekwencje na przyszłość. Socjolog z Polskiej Akademii Nauk dr Barbara Fedyszak-Radziejowska zwraca uwagę, że propozycja przyznania partnerom jednopłciowym prawa do dziedziczenia własności oznacza rewolucyjne zmiany. W naszej cywilizacji pełne prawo własności, wraz z prawem do jej dziedziczenia przez spadkobierców - potomków właściciela jest fundamentem wolności i źródłem gospodarczego rozwoju. Gdyby zrealizować postulaty środowisk gejowskich własność przestałaby przechodzić w rodzinie z pokolenia na pokolenie i zaczęła krążyć miedzy ludźmi, których łączą emocje i seks, a nie więzy krwi. Oznaczałoby to poważne ograniczenie prawa rodziny.

Adopcja dzieci przez związki homoseksualne?

W tle dyskusji o prawnym uznaniu związków jednopłciowych pojawia się problem adopcji dzieci przez te związki. Prof. Zoll uważa, że dążenie do uzyskania prawa do adopcji przez pary homoseksualne to drastyczne naruszenie praw dziecka.

Rzecznik praw dziecka Paweł Jaros podkreślił w rozmowie z KAI, że nigdy nie zgodzi się na adopcję dzieci przez pary homoseksualne, ponieważ byłoby to przede wszystkim złamanie praw dziecka. Podkreślił, że zdecydowanie negatywnie zaopiniował projekt ustawy o związkach partnerskich prof. Szyszkowskiej. Chociaż projektodawcy podkreślają, że partnerzy pozostający w takim związku nie mogliby adoptować dziecka, jednak jeśli jeden z partnerów będzie miał dziecko z wcześniejszego związku heteroseksualnego, to jego nowy partner nabędzie nad tym dzieckiem władzę rodzicielską.

Dla dobra dziecka ważna jest trwałość rodziny. Tymczasem badania nad trwałością związków homoseksualnych potwierdzają tezę, że są one wyjątkowo nietrwałe, a osoby homoseksualne częściej niż heteroseksualne zmieniają partnerów. Badania A.P. Bell i M.S. Weinberg z 1978 r. pokazują, że w USA 83 proc. homoseksualistów miało w swoim życiu więcej niż 50 partnerów.

Zwolennicy adopcji dzieci przez pary homoseksualne argumentują, że nie ma badań, które wskazywałby, że taka adopcja mogłaby być szkodliwa dla dziecka. Prof. Magdalena Środa w jednym z felietonów pisze: "nie wiemy, czy adopcja dzieci przez homoseksualistów jest rzeczywiście dla nich destruktywna". A prof. Szyszkowska dodaje: "Rodzina staje się źródłem wielu urazów dla nowo narodzonego. O wiele bardziej harmonijna bywa atmosfera w domach par homoseksualnych".

Dr Fedyszak-Radziejowska zwraca uwagę, że jeśli pozwolimy na adopcje w związkach osób jednej płci, to przyznamy sobie nieludzkie prawo do eksperymentów z użyciem bezbronnych i zależnych od nas dzieci. - By zdobyć absolutną pewność, że wychowywanie dzieci przez pary homoseksualne nie odbije się niekorzystnie na ich rozwoju musielibyśmy dysponować wiedzą o dwu lub trzech pokoleniach dzieci wychowywanych w takich warunkach. A tego nie da się zrobić bez podjęcia eksperymentalnych badań naukowych z użyciem dzieci, co z punktu widzenia ich praw jest niedopuszczalne - podkreśla.

Psycholog dziecięcy Ewa Żochowska, psychoterapeuta rodzinny, kierownik środowiskowego domu samopomocy dla osób niepełnosprawnych intelektualnie w Warszawie mówi w rozmowie z KAI: - Rodzice uczą jak i kiedy wyrażać emocje. Ojciec i matka mają ogólny nadzór nad reaktywnością emocjonalną dziecka, w tym zachowaniami specyficznymi dla płci. W takiej rodzinie następuje też przekaz kulturowy, nauka ról społecznych, np. bycia kobietą czy mężczyzną oraz wielu innych akceptowanych społecznie zachowań. Dziecko, które byłoby wychowywane przez partnerów jednopłciowych będzie pozbawione możliwości nauczenia się sposobów komunikowania się między płciami. W takich związkach dziecko nie miałoby szans obserwowania różnic w przekazie kulturowym, a to zrodziłoby dalsze konsekwencje w postaci nieprzystosowania społecznego, lęku, wręcz nerwicy, być może wyrażającej się np. w zachowaniach agresywnych.

Homoseksualność genetyczna czy nabyta?

Pytanie o przyczyny zachowań homoseksualnych nie jest bynajmniej akademickim problemem, bowiem odpowiedź na nie niesie poważne konsekwencje praktyczne co do możliwości zmiany orientacji seksualnej. Obecnie ścierają się różne teorie na temat źródeł zachowań homoseksualnych, generalnie można je określić jako biologiczne i psychologiczne, ale co istotne żadna z tych teorii nie wyjaśnia w sposób jednoznaczny przyczyny zachowań homoseksualnych.

Środowiska gejowskie opowiadają się za teoriami biologicznymi, które wskazują, że przyczyną zachowań homoseksualnych mogą być wpływy hormonalne w życiu płodowym, budowa anatomiczna czy gen homoseksualizmu. W teoriach tych zachowania homoseksualne są zdeterminowane biologicznie, a więc niezależne od człowieka i w związku z tym osoba o skłonnościach homoseksualnych niejako "rodzi się gejem", nie może zmienić swojej orientacji.

Krytycy tych teorii wskazują na nieprawidłowości w badaniach przeprowadzonych przez naukowców głoszących teorie biologiczne i brak rzetelnych naukowych danych potwierdzających ich hipotezy. Co ciekawe, teorie te mają przeciwników nawet wśród osób popierających postulaty środowisk gejowskich. Seksuolog prof. Andrzej Jaczewski wątpi, aby zachowania homoseksualne były uwarunkowane genetycznie, bo wówczas homoseksualiści powinni na przestrzeni wieków zaginąć.

Gdyby tak było, gdyby ten gen był za to odpowiedzialny, to na przestrzeni wieków ten gen powinien zaginąć, ponieważ homoseksualiści, aczkolwiek zdarza się, że mają dzieci, to mają je dużo rzadziej i dużo mniej. Zatem na przestrzeni wieków powinna nastąpić eliminacja tego genu, jeśli zaś nie nastąpiła, to mnie się wydaje, że to nie jest uwarunkowane genetycznie - dowodził prof. Jaczewski podczas seminarium na temat praw mniejszości seksualnych w Polsce, zorganizowanego w marcu 2003 r. w Warszawie przez pełnomocnika rządu ds. równego statusu kobiet i mężczyzn Izabelę Jarugę-Nowacką oraz Stowarzyszenie Lambda,.

Z kolei teoria psychologiczna uważa, że zachowania homoseksualne są nabyte rozwojowo i ujawniają się jako objawy ukrytych problemów emocjonalnych. Amerykański terapeuta Richard Cohen, który sam był homoseksualistą, a potem zmienił orientację, ożenił się i ma troje dzieci, podkreśla, że nikt nie rodzi się homoseksualistą, zaś pociąg do osób tej samej płci jest skutkiem niewyleczonego urazu z okresu dzieciństwa prowadzącego do pomylenia płci. Głosi on wieloczynnikową genezę skłonności homoseksualnych.

Czy orientację homoseksualną można zmienić?

Zwolennicy teorii psychologicznej powołują się przede wszystkim na konkretne przykłady zmiany orientacji seksualnej. Klasycy badań nad seksualnością człowieka w USA, William Masters i Virgina Johnson wskazują, że 65 proc. osób, które próbowały zmienić orientację z homoseksualnej na heteroseksualną, zakończyły swoje wysiłki powodzeniem. R. Cohen podkreśla, że w wyniku terapii, które prowadzi od wielu lat, udało mu się doprowadzić do uzdrowienia z homoseksualizmu tysiące kobiet i mężczyzn.

W Holandii znany jest psychoterapeuta prof. Gerard van den Aardweg, który w ciągu 30 lat pracy wyprowadził z homoseksualizmu kilkaset osób. Osoby zajmujące się terapią mającą na celu zmianę orientacji homoseksualnej zwracają uwagę na nazewnictwo. Nie używają zwrotu "homoseksualista", ani nawet "osoba homoseksualna", bo wskazywałby on, że ta cecha jest istotą danego człowieka, determinuje go i nie podlega zmianie, lecz "osoba o skłonności homoseksualnej", taka nazwa bowiem nie określa całej osoby, lecz jedną z jej cech, którą można zmienić. Zwracają ponadto uwagę, że seksualność nie jest jedynym wymiarem człowieka, który go określa i stanowi jako osobę.

W Polsce istnieją ośrodki prowadzące terapię osób o skłonnościach homoseksualnych. Jednym z nich jest "Odwaga", działająca przy ośrodku Ruchu Światło-Życie w Lublinie. Grupy wsparcia i grupy terapeutyczne "Odwagi" istnieją od 2001 r. Obecnie liczą ok. 70 osób. Kobiety i mężczyźni o skłonnościach homoseksualnych, w różnym wieku, spotykają się w osobnych grupach wsparcia. Mniej więcej po roku takich spotkań ci, którzy tego chcą, mogą przejść do grup terapeutycznych, prowadzonych przez doświadczonych psychoterapeutów.

Pracująca od początku w "Odwadze" Barbara Badura mówi, że celem terapii jest przede wszystkim cała osobowość człowieka i jego problemy, a w dalszej perspektywie zmiana orientacji seksualnej. Choć dla niektórych może się to wiązać z długą drogą, to taka zmiana jest możliwa.

U źródeł skłonności homoseksualnych osób, które zgłaszają się do naszej poradni nie leży dziedziczenie, czy jakieś geny, lecz brak właściwych relacji z osobą tej samej płci i efekt specyficznych doświadczeń z osobą płci przeciwnej w dzieciństwie: ojcem, bądź matką - mówi KAI psycholog, Anna Ostaszewska, pracująca w Ośrodku Pomocy Psychologicznej Stowarzyszenia Psychologów Chrześcijańskich w Warszawie. - Celem terapii jest więc w pierwszej kolejności praca nad ułożeniem właściwych relacji z ojcem bądź matką - tłumaczy. I dodaje, że możliwość zmiany orientacji seksualnej realnie istnieje, czego dowodem są jej pacjenci.

Marek Zieliński, który dzięki terapii zmienił orientację seksualną mówi w rozmowie z KAI: - Jestem rok po terapii, najważniejszym jej efektem jest to, że poczułem się normalnym mężczyzną, nie jakimś rozlatanym w uczuciach, nie umiejącym podjąć decyzji. Otrzymałem pewne narzędzia jak żyć, jak postępować, żeby sobie radzić ze swoimi problemami. Teraz nie wpadam w jakieś dołki, załamania. Terapia pozwoliła mi uświadomić przyczyny moich skłonności. W moim przypadku są one nabyte, uwarunkowane wydarzeniami z wczesnego okresu dzieciństwa, m.in. brakiem emocjonalnego kontaktu z ojcem i dominacją matki.

Środowiska gejowskie w ulotce informującej o Kampanii Przeciwko Homofobii piszą m.in. "homoseksualizmu nie można leczyć". Powołują się tu na decyzję Światowej Organizacji Zdrowia (WHO), która w 1990 r. w wyniku głosowania wykreśliła homoseksualizm z listy chorób. Problem polega na tym, że między chorobą a normalnością istnieje cała gama różnego rodzaju zaburzeń, które z pewnością leczyć można.

Jak zauważa prof. Zbigniew Lew Starowicz decyzja WHO do dziś wzbudza liczne kontrowersje, szczególnie wśród lekarzy. W artykule omawiającym problem homoseksualizmu, zamieszczonym w majowym numerze "Medycyny po Dyplomie", prof. Lew Starowicz konkluduje: "Należy przestać odrzucać terapię mającą zmienić orientację homoseksualną. Wielu pacjentów poinformowanych o skuteczności leczenia może dokonać racjonalnego wyboru i poddać się terapii w celu minimalizacji niechcianych zainteresowań homoseksualnych i rozwoju potencjału heteroseksualnego. Należy uznać, że zdolność do dokonania takiego wyboru jest fundamentalna dla autonomii i samostanowienia pacjenta".

Psycholog Anna Ostaszewska podkreśla, że "terapia w jej ośrodku jest absolutnie dobrowolna, nikt do niej nie zmusza i choć WHO uznała, że homoseksualizm nie jest chorobą, jednak jak ktoś szuka pomocy to powinien mieć do niej prawo". Jednocześnie zaznacza, że na pewno nikogo nie wolno na siłę przerabiać na osobę heteroseksualną.

Zakaz leczenia homoseksualności wysuwany przez środowiska gejowskie jest sprzeczny z prawem człowieka do decydowania o swoim życiu. Jest on tym bardziej zdumiewający, że ze strony tych środowisk można raczej oczekiwać empatii wobec osób mających takie same skłonności seksualne niż odmowy prawa do leczenia. Przykład ten dowodzi nietolerancji środowisk gejowskich wobec osób, które chcą swoje problemy rozwiązać w sposób nie pasujący do ich wizji świata. Środowiska gejowskie stawiają ideologię ponad dobrem i prawami ludzi, w imieniu których rzekomo występują.

"Homofobiczny" Kościół katolicki?

We wspomnianym już "Raporcie o dyskryminacji i nietolerancji ze względu na orientację seksualną w Polsce w 2002 r.", wśród podmiotów życia publicznego, które okazują nietolerancję i dyskryminację wobec homoseksualistów na pierwszym miejscu wymieniony jest "homofobiczny Kościół katolicki". Zgodnie z rozumieniem przez środowiska gejowskie słowa "homofobia" stosunek Kościoła do osób homoseksualnych cechuje pogarda, agresja i nienawiść oraz irracjonalny lęk przed kontaktem z osobami o orientacji homoseksualnej.

Wnikliwa lektura raportu dowodzi jednak, że jego autorzy mieli trudności ze znalezieniem przykładów dla poparcia swoich oskarżeń. Przytaczają bowiem cytaty z wypowiedzi bp. Tadeusza Pieronka, ks. Józefa Augustyna SJ czy red. Jarosława Gowina wyrażające poglądy tych osób na temat zjawiska homoseksualizmu, bądź przytaczają naukę Kościoła na ten temat. Trudno jednak dopatrzyć się w tych opiniach przejawów jakiejkolwiek homofobii.

Środowiska gejowskie z założenia uważają Kościół katolicki za swojego największego wroga, bowiem nie aprobuje on zachowań homoseksualnych i stoi na straży tradycyjnego modelu rodziny i małżeństwa. Cytowany już dr Jacek Kochanowski mówi wprost: "myślę, że niezbędne jest wyprowadzenie religii ze szkół, bowiem właśnie lekcje religii są miejscem propagowania ideologii antylesbijskiej i antygejowskiej, zresztą także antykobiecej, czy anty-antykoncepcyjnej, antyaborcyjnej itp.".

Żaden chrześcijanin, właściwie pojmujący naszą wiarę, nie będzie piętnował człowieka o skłonnościach homoseksualnych ze względu na same te skłonności. Jeśli rozumie dobrze chrześcijaństwo, to będzie wobec takiej osoby tolerancyjny, co nie oznacza, że będzie akceptował jej homoseksualny styl życia - tłumaczy KAI biskup siedlecki Zbigniew Kiernikowski, który od lat wspomaga działalność lubelskiej "Odwagi".

Zwraca on uwagę, że Kościół patrząc na człowieka, który ma w sobie różne słabości, nie tylko w dziedzinie płciowej, ale także w wielu innych, nigdy go nie potępia z powodu tych słabości, lecz wskazuje na grzeszne czyny, sprzeczne z etyką chrześcijańską. - Przecież Kościół nie może ich nazwać dobrymi, czy akceptować ich. Jednak piętnując czyny, czy nazywając je grzechem, nie potępia człowieka jako człowieka tylko jego zachowania i zawsze stara się mu pomóc, wskazać drogę wyjścia z grzechu - tłumaczy.

Jego zdaniem Kościół jest wezwany do tego, by pomagać osobom o orientacji homoseksualnej, które tego chcą. Takiej pomocy nie można udzielać w sposób ogólny czy masowy, domaga się ona pracy indywidualnej, z konkretnymi osobami. Na pewno tego jest za mało. Jest w ogóle mało ludzi, którzy znają tę problematykę w świetle nauki i moralności katolickiej. Mało też jest organizacji, które mogłyby właściwie pomagać, jak na przykład lubelska "Odwaga".

Bp Kiernikowski podkreśla, że właśnie dlatego, że "Kościół kieruje się dobrem człowieka nie może akceptować prawa zezwalającego na postawy, które wynikają z pewnego zaburzenia, z orientacji wykraczającej poza normy, i to nie tylko normy umowne, ale należące do struktury człowieka. Mam na uwadze postawy sprzeczne z antropologią nie tylko chrześcijańską, ale także przyjmowaną przez szeroki ogół".

Zwraca również uwagę, że obowiązkiem Kościoła jest ukazywanie niewłaściwości legalizacji związków osób homoseksualnych i bronienie małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny. - Nie można więc legalizować, równać prawnie związków homoseksualnych i małżeństwa. Legalizacja bowiem oznaczałaby także ułatwienie w rozwijaniu się tego rodzaju postaw. Dlatego jest tak ważne ze strony Kościoła bronienie instytucji małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety - tłumaczy.

Właśnie publiczne głoszenie takiej nauki przez Kościół jest uznawane przez środowiska gejowskie za nietolerancję. A może nietolerancja cechuje środowiska gejowskie, gdy oczekuje od Kościoła zmiany nauczania?

Prof. Leszek Kołakowski w swoich "Mini wykładach o maxi sprawach" pisze: "Kościół uważa praktyki homoseksualne za moralnie niedozwolone, odwołując się do Starego i Nowego Testamentu, własnej tradycji i własnej teologicznej interpretacji seksualności. Otóż, gdyby Kościół chciał powrócić do prawnego zakazu homoseksualizmu, mógłby być oskarżony o karygodną nietolerancję. Ale organizacje homoseksualistów żądają, żeby Kościół swoje nauczanie odwołał, a to jest przejaw karygodnej nietolerancji w drugą stronę. W Anglii były przypadki demonstracji i ataków na kościoły w tej sprawie. Któż jest więc nietolerancyjny? Jeśli niektórzy homoseksualiści twierdzą, że Kościół błądzi, mogą z niego wystąpić, nic im nie grozi; ale gdy chcą własne opinię hałaśliwie i agresywnie Kościołowi narzucać, nie bronią tolerancji, lecz nietolerancję propagują".

KAI (Bogumił Łoziński //per)

Tekst pochodzi ze strony wiara.pl

Kategoria: publicystyka